- Nuan, przestań wreszcie - upomniała mnie matka, kiedy mignąłem po raz kolejny i zacząłem się bawić swoim nowo nabytym, gadzim jęzorem.
Który to już raz tu przylazła, upominając mnie i próbując nakłonić do tego, żebym zajął się czymś pożytecznym, ważnym... Problem był taki, że to ona uważała, że to ważne. Może faktycznie dla niej było, bo dla mnie ani trochę. Nie interesowały mnie biznesowe spotkania ojca, w których w teorii powinienem uczestniczyć jako osoba, która kiedyś ma odziedziczyć interes. Nie interesowały mnie przygłupie, potulne myszy z "dobrych" rodzin, które próbowała mi niemal siłą wciskać matka. No bo przecież powinienem być poważny, ustatkować się, interesować się tym, co się wokół mnie działo... A ja miałem to bardzo głęboko gdzieś. No serio... Mojej rodzince od zawsze dobrze się wiodło, w końcu jak się żyje po ładnych kilka stuleci, to można się dorobić niezłych sumek. Udało im się oczywiście i w gruncie rzeczy, choćby i tysiąc najbliższych lat kasą szastał, to nie zdołałbym roztrwonić tego, co ojciec skitrał na różnych kontach bankowych.
- Nudzę się - jęknąłem znów migając i wracając do wygodniejszej postaci.
- Ojciec niedługo wróci, później ma spotkanie z dyrekcją, mógłbyś mu dotrzymać towarzystwa, poznać ludzi... - A nie mówiłem? Zawsze tak było. Ja potrzebowałem rozrywki, a ci w koło o obowiązkach. Bla bla bla...
Ledwie matka wyszła, kończąc tyradę, a wszedł ojciec. Służąca podała mu szybko obiad, a do tego kupkę kopert. Widać było, że staruszek jak zwykle wpadł na szybko coś zjeść i zaraz wyfrunie, żeby wrócić dopiero późnym wieczorem. Ja wolałem leżeć na kanapie, póki do głowy nie wpadnie mi coś, czym mógłbym się zająć, najlepiej do białego rana.
Moje rozmyślania i wyliczanie w myślach wszystkich barów, dyskotek i innych lokali, w których mogłoby dziać się coś ciekawego, przerwał odgłos rzężącego ojca.
- Boże drogi, czy ci ludzie już powariowali? - warknął oburzony, wpatrując się w trzymaną przez siebie kartkę. Nie mogłem nie podejść i nie sprawdzić cóż go tak wyprowadziło z równowagi, szczególnie, że u mojego ojca była to niezwykle ciężka sztuka.
Wyjąłem więc kartkę z jego dłoni, porywając przy tym i pachnącą kopertę i zagłębiłem się w treść listu.
- Bomba! - zawołałem uradowany, obracając w dłoni niedużą kartę z pięknie naniesionymi napisami w złotym kolorze.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz zamiar tam iść! - usłyszałem i pewnie nasłuchałbym się jeszcze, gdyby nie to, że z uśmiechem na ustach, niemal wyfrunąłem z domu.
Zatrzymałem samochód przed znanym mi już budynkiem. Z agencji modelek korzystała spora grupa pomagierów ojca do spraw reklam. W końcu wszystko wyglądało ładniej w zestawieniu z ładnymi kobietami, szczególnie kiedy było cholernie drogą biżuterią. Nie miałem pojęcia, że interes, który tu kwitł miał drugie dno, ale adres jak najbardziej się zgadzał.
Dziarskim kroczkiem wszedłem do środka, długonoga blondynka, która siedziała w recepcji od razu zwróciła na mnie uwagę i uraczyła mnie przemiłym uśmiechem.
- W czym mogę pomóc? - zaszczebiotała. Nic dziwnego, że mieli tu nawał klientów, skoro była tu taka obsługa.
- Byłbym zainteresowany małą... przysługą - podałem dziewczynie kartę. Ta spojrzała na mnie z uśmiechem, by po chwili coś sprawdzić.
- Pan wybaczy, ale chyba zaszło nieporozumienie. Zaproszenie było dedykowane komuś innemu - wyjaśniła po chwili, wciąż uprzejmie, ale z nutą podejrzliwości.
- A ile mam zapłacić za taką kartę wstępu? Tysiąc? Dziesięć? Może sto? - spytałem i wyciągnąłem portfel, by otworzyć go, dbając przy tym, by dyskretny wzrok recepcjonistki mógł spocząć na jego zawartości.
- Proszę chwilkę zaczekać - rzuciła z uśmiechem i odsunęła się nieco, by sięgnąć po telefon.
Rozejrzałem się nieco po wnętrzu, obrzucając uważnym wzrokiem wyeksponowane fotografie, przedstawiające tutejsze modelki. Dziewczyny spoglądały w obiektywy, jedne kusząco, lekko rozchylając usta, inne niewinnie ze słodkimi uśmiechami na ślicznych buziach. Zdecydowanie było tu na czym oko zawiesić.
- Proszę za mną. - Blondynka przeszła obok mnie, kołysząc biodrami, by zaraz później otworzyć dla mnie windę i wcisnąć jeden z przycisków. - Życzę miłego pobytu - zaszczebiotała jeszcze.
Ledwie drzwi windy się otworzyły, a moje zmysły zostały niezwykle miło zaatakowane. Przyjemna, delikatna muzyka, słodki zapach jaśminu i przytłumione światło, które zdawało się snuć między gustownie dobranymi elementami wystroju. Nigdy bym nie pomyślał, że w tym mieście może kryć się takie miejsce.
Wystrój wnętrza jednak przestał mieć znaczenie kiedy stanęła przede mną szczupła brunetka w długiej, szkarłatnej sukience. Była młodziutka i... śliczna. Patrzyła na mnie wielkimi, ciemnymi oczyma, a na jej pełnych ustach widniał ciepły uśmiech.
- Zapraszam. - Drobną dłonią wskazała mi kierunek, prowadząc mnie do jednego ze stolików, przy którym rozsiadłem się wygodnie. Podała mi kartę, na której widniały podobne złote napisy jak na karcie wstępu, podczas gdy inna dziewczyna podała mi kieliszek czerwonego wina.
- Gdy się pan zdecyduje proszę dać mi znać - usłyszałem, kiedy przewróciłem kilka stron "Menu".
Odłożyłem kartę serwowanych tu dań i spojrzałem znów na dziewczynę, która stała czekając cierpliwie na mój wybór.
- Chcę ciebie - stwierdziłem po prostu.
*
- Przykro mi, nie oferuję takich usług. Nie jestem na sprzedaż - odparłam spokojnie, kątem oka wyłapując rozbawione spojrzenie Elle, która dzisiaj pełniła rolę kelnerki podającej klientom wino. Z moich ust nie schodził miły uśmiech, dopracowany do perfekcji przez te wszystkie miesiące mojej pracy tutaj, kiedy to musiałam stawiać czoła różnym propozycjom. Milszym lub mniej, jednak zdarzającym się dość często. Rozumiałam też doskonale dlaczego tak jest. Mężczyźni niekiedy woleli wybrać kobietę, z którą mieli jakąś styczność, zobaczyli jak prezentuje się na żywo. Jako, że była to agencja modelek, mogli nie ufać temu, co ujrzeli na zdjęciach. W końcu nie ukrywamy tego, że nasi graficy nie raz ratowali nasze damy z opresji, kiedy ich usta zaatakowała opryszczka, albo makijaż nie był w stanie ukryć sińców pod oczami, spowodowanych brakiem snu, na który wielokrotnie się narażały.
Pozwoliłam sobie przysiąść tuż obok mężczyzny, nie oczekując na jego zgodę. Przysunęłam do siebie kartę, którą otworzyłam, wskazując palcem na kolejne panie, które z chęcią towarzyszyłyby naszemu dzisiejszemu, niezaproszonemu odgórnie klientowi. - Ta jasnowłosa piękność to Vi. Jest tu nowa, jednak swoimi umiejętnościami zachwyciła nie jednego. Warto dać jej szansę, by samemu się przekonać, jak cudownie może być w jej ramionach - mówiłam, wyrażając się pochlebnie o swoich koleżankach. Robiąc im reklamę, by zachęcić mężczyznę do zainteresowania się nimi i zostawienia w klubie niemałych pieniędzy. Starałam się usilnie nie zerkać na gościa, nie przyglądać się z trudno skrywanym zachwytem przystojnej twarzy, mocnym, niemalże szlacheckim rysom. Miałam z tym ogromne problemy, co rusz uciekając wzrokiem w jego kierunku, by zaraz znów uparcie wpatrywać się w kartę, by nie dać po sobie niczego poznać. Dostrzegłam, że nie tylko ja tak odbierałam gościa. Również kobiety, przewijające się przez pomieszczenie, rzucały mu ukradkowe spojrzenia, rumieniąc się przy tym wściekle. Z niechęcią przyznałam im rację, mężczyzna był przystojny, nawet bardzo. Nie rozumiałam do końca czego, ktoś nie dość że majętny, to jeszcze posiadający zachwycającą aparycję, szukał w takim miejscu jak to. Zapewne mógłby mieć każdą i to bez konieczności wydawania grubych pliczków pieniędzy za chwilę przyjemności. - Naszym numerem jeden jest Ye Meili, wielu klientów wraca tylko dla niej. Urodzona w Tajlandii, zachwyca nie tylko urodą, ale także i niezwykle wygimnastykowanym ciałem. Jeżeli nie jest pan pewny, której Damy towarzystwo byłoby mile widziane, za drobną opłatą oferujemy krótkie spotkanie, by swobodnie mógł pan ocenić jej przyjemne dla oka walory i wdzięki. Oczywiście, jeżeli nasz wybór nie przypadnie panu do gustu, może pan swobodnie zmienić ofertę.
*
*
- Przykro mi, nie oferuję takich usług. Nie jestem na sprzedaż - odparłam spokojnie, kątem oka wyłapując rozbawione spojrzenie Elle, która dzisiaj pełniła rolę kelnerki podającej klientom wino. Z moich ust nie schodził miły uśmiech, dopracowany do perfekcji przez te wszystkie miesiące mojej pracy tutaj, kiedy to musiałam stawiać czoła różnym propozycjom. Milszym lub mniej, jednak zdarzającym się dość często. Rozumiałam też doskonale dlaczego tak jest. Mężczyźni niekiedy woleli wybrać kobietę, z którą mieli jakąś styczność, zobaczyli jak prezentuje się na żywo. Jako, że była to agencja modelek, mogli nie ufać temu, co ujrzeli na zdjęciach. W końcu nie ukrywamy tego, że nasi graficy nie raz ratowali nasze damy z opresji, kiedy ich usta zaatakowała opryszczka, albo makijaż nie był w stanie ukryć sińców pod oczami, spowodowanych brakiem snu, na który wielokrotnie się narażały.
Pozwoliłam sobie przysiąść tuż obok mężczyzny, nie oczekując na jego zgodę. Przysunęłam do siebie kartę, którą otworzyłam, wskazując palcem na kolejne panie, które z chęcią towarzyszyłyby naszemu dzisiejszemu, niezaproszonemu odgórnie klientowi. - Ta jasnowłosa piękność to Vi. Jest tu nowa, jednak swoimi umiejętnościami zachwyciła nie jednego. Warto dać jej szansę, by samemu się przekonać, jak cudownie może być w jej ramionach - mówiłam, wyrażając się pochlebnie o swoich koleżankach. Robiąc im reklamę, by zachęcić mężczyznę do zainteresowania się nimi i zostawienia w klubie niemałych pieniędzy. Starałam się usilnie nie zerkać na gościa, nie przyglądać się z trudno skrywanym zachwytem przystojnej twarzy, mocnym, niemalże szlacheckim rysom. Miałam z tym ogromne problemy, co rusz uciekając wzrokiem w jego kierunku, by zaraz znów uparcie wpatrywać się w kartę, by nie dać po sobie niczego poznać. Dostrzegłam, że nie tylko ja tak odbierałam gościa. Również kobiety, przewijające się przez pomieszczenie, rzucały mu ukradkowe spojrzenia, rumieniąc się przy tym wściekle. Z niechęcią przyznałam im rację, mężczyzna był przystojny, nawet bardzo. Nie rozumiałam do końca czego, ktoś nie dość że majętny, to jeszcze posiadający zachwycającą aparycję, szukał w takim miejscu jak to. Zapewne mógłby mieć każdą i to bez konieczności wydawania grubych pliczków pieniędzy za chwilę przyjemności. - Naszym numerem jeden jest Ye Meili, wielu klientów wraca tylko dla niej. Urodzona w Tajlandii, zachwyca nie tylko urodą, ale także i niezwykle wygimnastykowanym ciałem. Jeżeli nie jest pan pewny, której Damy towarzystwo byłoby mile widziane, za drobną opłatą oferujemy krótkie spotkanie, by swobodnie mógł pan ocenić jej przyjemne dla oka walory i wdzięki. Oczywiście, jeżeli nasz wybór nie przypadnie panu do gustu, może pan swobodnie zmienić ofertę.
*
Wysłuchałem niemal grzecznie tego co dziewczyna miała mi do powiedzenia, jednak nie kwapiłem się, by choćby zerkać na zdjęcia, które starała się mi pokazać. Po prostu mnie nie interesowały. Co innego siedząca obok mnie istotka, od której wyczuć mogłem dziwne, ale niezwykle przyjemne ciepło.
- Możesz mi tu każdą przyprowadzić, ale nic ci to nie da. Chcę ciebie - powtórzyłem i wyciągnąłem dłoń, by pochwycić kosmyk jej długich, lśniących włosów i obrócić go w palcach.
Stojący opodal osiłek zrobił krok w moim kierunku, przyglądając mi się spode łba z wyraźną chęcią wywleczenia mnie z lokalu siłą. Jakież to było urocze, że tak poważnie traktował swoją pracę. Szkoda tylko, że nie bardzo wiedział z czym ma do czynienia. Cieni nie było wiele, a moja rodzinka skrzętnie ukrywała naszą prawdziwą naturę. Nie miałem pojęcia po co, w końcu dla mnie pokazywanie siły było czymś normalnym i lubiłem gdy inni ją widzieli. Uwielbiałem być w centrum uwagi i dawać innym świadectwa tego, na co mnie stać. Miałem jednak kategoryczny zakaz migania w miejscach publicznych, rzucania ludźmi jak szmacianymi lalkami i takie tam. Ojciec groził mi nawet, że odetnie mnie od kasy jeśli za bardzo nabroję. Zupełnie jakby mógł to zrobić...
- Mówiłam już panu, że... - zaczęła znów ślicznotka, ale przerwałem jej.
- Nie rozumiemy się chyba. Chcę ciebie i nie wyjdę stąd dopóki nie zgodzisz się wyjść ze mną. A w razie potrzeby kupię całe to miejsce i w pierwszej kolejności wyrzucę jego - wskazałem na draba opodal - na zbity pysk, zaraz po tym jak go porządnie obiję. Z góry ostrzegam, że jestem uparty i nie dam się w żaden sposób zniechęcić.
Dziewczyna spojrzała na mnie uważnie, chyba oceniając do czego jestem faktycznie zdolny. Tak się składało, że naprawdę wiele rzeczy potrafiłem zrobić, kiedy czegoś chciałem.
Uniosłem kieliszek i upiłem łyk wina. Było naprawdę dobre, lekko słodkawe i niezwykle aromatyczne. W dziwny sposób pasowało do wszystkiego tutaj.
- To jak? Podasz mi cenę za odrobinę swojego towarzystwa na dzisiejszy wieczór, czy mam zgadywać?
*
Słysząc ofertę trudną do odrzucenia wyprostowałam się nagle, spoglądając na mężczyznę, jakby wyrosły mu czułki a jego skóra pokryła się piękną, wiosenną zielenią. Przygryzłam lekko wargę, powstrzymując śmiech, duszący mnie w gardle. Chciałam go wyśmiać, poprosić Diego, by wziął ze sobą gościa i zaprezentował jak ślicznie wygląda nasz budynek od zewnętrznej strony, ale coś mi nie pozwoliło. W spojrzeniu mężczyzny dostrzegłam dziwne iskry, które trzymały mnie posłusznie w miejscu i nakłaniały moje myśli do rozważenia jego oferty. No... Może nie w pełnej krasie, z drobnymi zmianami i wprowadzonymi przez siebie zasadami.
- Ach... Doprawdy? - wymsknęło mi się, mierząc uważnym spojrzeniem jego sylwetkę. Siedział wygodnie rozparty na kanapie, obitej czerwonym, chłodnym w dotyku materiałem. W dłoni trzymał kieliszek z winem, tak lekko, jakby zaraz miał go upuścić, a czerwony trunek zabarwi biały obrus. Patrzył na mnie, a na jego twarzy mogłam dostrzec wyraźne zniecierpliwienie. Krzywy uśmieszek tylko dopełniał wrażenia, że jedyne na co teraz czeka, to moja zgoda.
- Więc? Długo mam czekać? - mruknął, odstawiając szklane naczynie z cichym trzaskiem na blacie stolika. Oparł rękę na oparciu tuż za moimi plecami, przybliżając się do mnie. Poczułam jak chwyta palcami kosmyki moich włosów, bawiąc się nimi i pociągając je lekko.
Byłam dziwnie zafascynowana tą sytuacją. Zafascynowana na tyle, że zapomniałam przejąć się jego bliskością i zarumienić się, gdy znacznie naruszył moją osobistą przestrzeń. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by ktoś tak bardzo chciał akurat mojego towarzystwa. Wystarczyło zwykle postawić przed klientem jedną z naszych dam, wysoką, smukłą, hojnie obdarzoną przez naturę lub chirurga. Wtedy zanikałam i miałam chwilowy spokój. Teraz, siedzący obok mnie mężczyzna, nie przyjmował odmowy. Korciło mnie, by sprawdzić go i zaprosić Ye Meili do stolika. Oddalić się i zobaczyć jak potoczy się to dalej.
- Pięćdziesiąt tysięcy? - Podał pierwszą ofertę, pochylając się w moim kierunku.
Zaczerpnęłam głośno powietrze, odpychając gościa, by zachować pewną odległość, która dawała mi możliwość, by swobodnie zbierać myśli.
- Zgodzę się. - Uśmiechnęłam się słodko, przechylając lekko głowę na bok. To co się działo było naprawdę intrygujące, sprawiało, że przez każdą komórkę w moim ciele przechodził przyjemne dreszcze ekscytacji.
Mój uśmiech poszerzył się, gdy jego twarz przybrała wyraz dumnego, próżnego samca, który miał pod sobą cały świat.
- Zgodzę się na kolację z tobą. Mam jednak kilka warunków - zastrzegłam, rozkoszując się kolejnym krzywym, mniej pewnym uśmieszkiem i zmarszczonymi brwiami. - Po pierwsze. - Odgięłam jeden z palców, wyliczając tę niewielką ilość zasad. - Będzie to tylko kolacją. Po drugie, masz każdą część swojego ciała trzymać co najmniej 30 centymetrów ode mnie. Po trzecie, żadnego dotykania, nie ma najmniejszych szans, że cokolwiek między nami będzie miało miejsce. I na koniec - zawiesiłam na chwilę głos, uśmiechając się triumfalnie. - Osiłek idzie z nami.
*
- Uparta z ciebie sztuka - zaśmiałem się krótko.
Warunki dziewczyny i oczywiście ona sama, dziwnie mnie fascynowały, nawet jeżeli przywykłem do innego traktowania. Kobiety, i nie tylko kobiety z resztą, nie zwykły mi odmawiać. Wręcz przeciwnie, często same pakowały mi się w objęcia. W końcu która kobieta nie lubiła przystojnych, bogatych, a do tego i niebezpiecznych mężczyzn? Każda chciała jak najlepiej skorzystać z tego co mogłem im zaoferować, a było tego sporo. Być może sytuacja, w której się teraz znajdowałem powinna mnie irytować, w końcu to nie ja miałem pełna kontrolę nad tym, co się działo, a musiałem się nią w sporym stopniu podzielić z nieznajomą. Oczywiście istniała opcja by po wyjściu stąd po prostu okręcić łeb drabowi i postawić na swoim, ale, co niezwykłe, takie krótkoterminowe rozwiązanie jakoś mnie nie satysfakcjonowało. Musiałem więc pograć w jej grę. Co ciekawe nie przypominałem sobie, żebym wcześniej robił coś podobnego, szedł na kompromisy czy wręcz przyjmował czyjeś warunki. Nawet moi ukochani rodzice mieli w tej kwestii ze mną wiecznie pod górkę i to stromą.
- Więc? - spytała wpatrując się we mnie, a w jej ciemnych oczach czaiło się nic innego jak wyzwanie. Niesamowite, naprawdę... Coraz bardziej mi się podobało.
- Zgadzam się - rzuciłem, z przyjemnością przyjmując niezadowolony pomruk ochroniarza. Facet najwidoczniej nie miał najmniejszej ochoty stad wychodzić, szczególnie jeżeli w pobliżu miałem być ja. - To co, wychodzimy czy masz jeszcze zamiar nieco przypudrować nosek?
*
Podniosłam się z krzesła, chcąc odejść, jednak zatrzymałam się w miejscu, patrząc przez chwilę na mężczyznę z zamyśleniem. Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że kolacja odbędzie się w innym terminie. Lub w ogóle jej nie będzie, bo uzna, że nie ma to sensu i woli skorzystać z łatwiejszej formy rozrywki. Jego odpowiedź nieco mnie zaskoczyła, a jednocześnie... Mile połechtała moje ego. Nie sądziłam, że bycie niejako adorowaną, może być takie przyjemne.
- Muszę się przygotować - odparłam po namyśle, zaciskając palce na czerwonym materiale sukienki. Byłam w stroju roboczym i nie wypadało, bym pokazała się tak ubrana w restauracji. Nawet jeśli była to sukienka długa, zakrywająca wszelkie wdzięki, nie wyglądała przyzwoicie. - Więc niech pan tu na mnie zaczeka. W między czasie, może pan raz jeszcze przejrzeć menu i skorzystać z naszej oferty, jeśli znudzi się panu czekanie - uśmiechnęłam się uroczo, w myślach dokańczając zdanie, że gdy jednak to zrobi, o kolacji możemy zapomnieć. Nie czekając na jego odpowiedź, odeszłam od stolika i pospiesznym krokiem skierowałam się do windy.
Musiałam naprawdę wiele przemyśleć, w bardzo krótkim czasie.
Stojący opodal osiłek zrobił krok w moim kierunku, przyglądając mi się spode łba z wyraźną chęcią wywleczenia mnie z lokalu siłą. Jakież to było urocze, że tak poważnie traktował swoją pracę. Szkoda tylko, że nie bardzo wiedział z czym ma do czynienia. Cieni nie było wiele, a moja rodzinka skrzętnie ukrywała naszą prawdziwą naturę. Nie miałem pojęcia po co, w końcu dla mnie pokazywanie siły było czymś normalnym i lubiłem gdy inni ją widzieli. Uwielbiałem być w centrum uwagi i dawać innym świadectwa tego, na co mnie stać. Miałem jednak kategoryczny zakaz migania w miejscach publicznych, rzucania ludźmi jak szmacianymi lalkami i takie tam. Ojciec groził mi nawet, że odetnie mnie od kasy jeśli za bardzo nabroję. Zupełnie jakby mógł to zrobić...
- Mówiłam już panu, że... - zaczęła znów ślicznotka, ale przerwałem jej.
- Nie rozumiemy się chyba. Chcę ciebie i nie wyjdę stąd dopóki nie zgodzisz się wyjść ze mną. A w razie potrzeby kupię całe to miejsce i w pierwszej kolejności wyrzucę jego - wskazałem na draba opodal - na zbity pysk, zaraz po tym jak go porządnie obiję. Z góry ostrzegam, że jestem uparty i nie dam się w żaden sposób zniechęcić.
Dziewczyna spojrzała na mnie uważnie, chyba oceniając do czego jestem faktycznie zdolny. Tak się składało, że naprawdę wiele rzeczy potrafiłem zrobić, kiedy czegoś chciałem.
Uniosłem kieliszek i upiłem łyk wina. Było naprawdę dobre, lekko słodkawe i niezwykle aromatyczne. W dziwny sposób pasowało do wszystkiego tutaj.
- To jak? Podasz mi cenę za odrobinę swojego towarzystwa na dzisiejszy wieczór, czy mam zgadywać?
*
Słysząc ofertę trudną do odrzucenia wyprostowałam się nagle, spoglądając na mężczyznę, jakby wyrosły mu czułki a jego skóra pokryła się piękną, wiosenną zielenią. Przygryzłam lekko wargę, powstrzymując śmiech, duszący mnie w gardle. Chciałam go wyśmiać, poprosić Diego, by wziął ze sobą gościa i zaprezentował jak ślicznie wygląda nasz budynek od zewnętrznej strony, ale coś mi nie pozwoliło. W spojrzeniu mężczyzny dostrzegłam dziwne iskry, które trzymały mnie posłusznie w miejscu i nakłaniały moje myśli do rozważenia jego oferty. No... Może nie w pełnej krasie, z drobnymi zmianami i wprowadzonymi przez siebie zasadami.
- Ach... Doprawdy? - wymsknęło mi się, mierząc uważnym spojrzeniem jego sylwetkę. Siedział wygodnie rozparty na kanapie, obitej czerwonym, chłodnym w dotyku materiałem. W dłoni trzymał kieliszek z winem, tak lekko, jakby zaraz miał go upuścić, a czerwony trunek zabarwi biały obrus. Patrzył na mnie, a na jego twarzy mogłam dostrzec wyraźne zniecierpliwienie. Krzywy uśmieszek tylko dopełniał wrażenia, że jedyne na co teraz czeka, to moja zgoda.
- Więc? Długo mam czekać? - mruknął, odstawiając szklane naczynie z cichym trzaskiem na blacie stolika. Oparł rękę na oparciu tuż za moimi plecami, przybliżając się do mnie. Poczułam jak chwyta palcami kosmyki moich włosów, bawiąc się nimi i pociągając je lekko.
Byłam dziwnie zafascynowana tą sytuacją. Zafascynowana na tyle, że zapomniałam przejąć się jego bliskością i zarumienić się, gdy znacznie naruszył moją osobistą przestrzeń. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by ktoś tak bardzo chciał akurat mojego towarzystwa. Wystarczyło zwykle postawić przed klientem jedną z naszych dam, wysoką, smukłą, hojnie obdarzoną przez naturę lub chirurga. Wtedy zanikałam i miałam chwilowy spokój. Teraz, siedzący obok mnie mężczyzna, nie przyjmował odmowy. Korciło mnie, by sprawdzić go i zaprosić Ye Meili do stolika. Oddalić się i zobaczyć jak potoczy się to dalej.
- Pięćdziesiąt tysięcy? - Podał pierwszą ofertę, pochylając się w moim kierunku.
Zaczerpnęłam głośno powietrze, odpychając gościa, by zachować pewną odległość, która dawała mi możliwość, by swobodnie zbierać myśli.
- Zgodzę się. - Uśmiechnęłam się słodko, przechylając lekko głowę na bok. To co się działo było naprawdę intrygujące, sprawiało, że przez każdą komórkę w moim ciele przechodził przyjemne dreszcze ekscytacji.
Mój uśmiech poszerzył się, gdy jego twarz przybrała wyraz dumnego, próżnego samca, który miał pod sobą cały świat.
- Zgodzę się na kolację z tobą. Mam jednak kilka warunków - zastrzegłam, rozkoszując się kolejnym krzywym, mniej pewnym uśmieszkiem i zmarszczonymi brwiami. - Po pierwsze. - Odgięłam jeden z palców, wyliczając tę niewielką ilość zasad. - Będzie to tylko kolacją. Po drugie, masz każdą część swojego ciała trzymać co najmniej 30 centymetrów ode mnie. Po trzecie, żadnego dotykania, nie ma najmniejszych szans, że cokolwiek między nami będzie miało miejsce. I na koniec - zawiesiłam na chwilę głos, uśmiechając się triumfalnie. - Osiłek idzie z nami.
*
- Uparta z ciebie sztuka - zaśmiałem się krótko.
Warunki dziewczyny i oczywiście ona sama, dziwnie mnie fascynowały, nawet jeżeli przywykłem do innego traktowania. Kobiety, i nie tylko kobiety z resztą, nie zwykły mi odmawiać. Wręcz przeciwnie, często same pakowały mi się w objęcia. W końcu która kobieta nie lubiła przystojnych, bogatych, a do tego i niebezpiecznych mężczyzn? Każda chciała jak najlepiej skorzystać z tego co mogłem im zaoferować, a było tego sporo. Być może sytuacja, w której się teraz znajdowałem powinna mnie irytować, w końcu to nie ja miałem pełna kontrolę nad tym, co się działo, a musiałem się nią w sporym stopniu podzielić z nieznajomą. Oczywiście istniała opcja by po wyjściu stąd po prostu okręcić łeb drabowi i postawić na swoim, ale, co niezwykłe, takie krótkoterminowe rozwiązanie jakoś mnie nie satysfakcjonowało. Musiałem więc pograć w jej grę. Co ciekawe nie przypominałem sobie, żebym wcześniej robił coś podobnego, szedł na kompromisy czy wręcz przyjmował czyjeś warunki. Nawet moi ukochani rodzice mieli w tej kwestii ze mną wiecznie pod górkę i to stromą.
- Więc? - spytała wpatrując się we mnie, a w jej ciemnych oczach czaiło się nic innego jak wyzwanie. Niesamowite, naprawdę... Coraz bardziej mi się podobało.
- Zgadzam się - rzuciłem, z przyjemnością przyjmując niezadowolony pomruk ochroniarza. Facet najwidoczniej nie miał najmniejszej ochoty stad wychodzić, szczególnie jeżeli w pobliżu miałem być ja. - To co, wychodzimy czy masz jeszcze zamiar nieco przypudrować nosek?
*
Podniosłam się z krzesła, chcąc odejść, jednak zatrzymałam się w miejscu, patrząc przez chwilę na mężczyznę z zamyśleniem. Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że kolacja odbędzie się w innym terminie. Lub w ogóle jej nie będzie, bo uzna, że nie ma to sensu i woli skorzystać z łatwiejszej formy rozrywki. Jego odpowiedź nieco mnie zaskoczyła, a jednocześnie... Mile połechtała moje ego. Nie sądziłam, że bycie niejako adorowaną, może być takie przyjemne.
- Muszę się przygotować - odparłam po namyśle, zaciskając palce na czerwonym materiale sukienki. Byłam w stroju roboczym i nie wypadało, bym pokazała się tak ubrana w restauracji. Nawet jeśli była to sukienka długa, zakrywająca wszelkie wdzięki, nie wyglądała przyzwoicie. - Więc niech pan tu na mnie zaczeka. W między czasie, może pan raz jeszcze przejrzeć menu i skorzystać z naszej oferty, jeśli znudzi się panu czekanie - uśmiechnęłam się uroczo, w myślach dokańczając zdanie, że gdy jednak to zrobi, o kolacji możemy zapomnieć. Nie czekając na jego odpowiedź, odeszłam od stolika i pospiesznym krokiem skierowałam się do windy.
Musiałam naprawdę wiele przemyśleć, w bardzo krótkim czasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz