czwartek, 28 kwietnia 2016

Wieczór pełen wrażeń (cz.1)

Każdy krok, który stawiałam w kierunku sporego domu dla naszych pracownic, znajdującego się tuż za agencją, okupiony był niepewnością i kolejną zimną obręczą zaciskającą się na moim sercu. Podjęłam decyzję, bez uprzedniego przemyślunku. Zostałam postawiona przed pewnym wyzwaniem, które przyjęłam ot tak, pod wpływem chwili. Podekscytowana i lekko zafascynowana, nie skupiłam się nawet na konsekwencjach, które mogły z tego wyniknąć. 
- Co ja sobie myślałam - mamrotałam do siebie pod nosem, pokonując kolejne kondygnacje schodów, prowadzące na piętro mojego pokoju. Mieszkałam tu w ciągu tygodnia, wracając do rodzinnej willi tylko podczas weekendów. Oszczędzałam tym sobie czasu, a przy okazji byłam zawsze, kiedy klub mnie potrzebował. Mój ojciec, prowadzący samą agencję modelek, nie popierał tego pomysłu. Wolał mieć na mnie oko, choć mimo wszystko zrozumiał moją decyzję, a ja zamieszkałam po części w tym miejscu. Uspokajało go tylko to, że byłam naprawdę dobrze strzeżona, a nasze Damy, nie odstępowały mnie praktycznie na krok.
Weszłam do osobnego pomieszczenia, służącego za moją garderobę. Była zdecydowanie mniejsza niż w rodzinnej rezydencji, jednak pomieściła tyle ubrań, że nie musiałam się martwić, że zabraknie mi ich na różne okazje. Dodatkowo wiele ułatwiał fakt, że mój ojciec podpisał wiele kontraktów z projektantami, które zawierały także punkty o prezentach dla naszych modelek, w postaci najnowszych kreacji zupełnie za darmo. Większość nie była w stylu tych kobiet, więc kolejne takie upominki od razu trafiały do mojej sypialni.
Także tym razem.
Zdjęłam z wieszaka beżową sukienkę z szerokimi ramiączkami i rozkloszowaną spódnicą sięgającą  lekko przed kolano. Była idealna na ten wieczór. Delikatna, niewinna, niewyzywająca. Jedyny dekolt jaki posiadał to ten na plecach, okryty także beżową koronką. Dla podkreślenia talii, założyłam biały, cieniutki pasek, który nie kontrastował nadmiernie z kolorem sukienki. Równie białe były baleriny i perłowa bransoletka, którą zapięłam na prawym nadgarstku. Obróciłam się wokół własnej osi, przyglądając się uważnie w odbiciu stojącego w garderobie wysokiego lustra, które ujmowało całą moją sylwetkę. Byłam zadowolona z efektu. Wyglądałam tak uroczo, jak wyglądać chciałam. Musiałam jeszcze tylko zająć się twarzą i włosami, by dopełnić całą tę rozkoszność, którą chciałam sobą zaprezentować. Nawet nie wiedziałam dlaczego.
Przeszłam do znajdującej się obok garderoby łazienki. Małej, choć przestronnej, której dominującą barwą była biel. Białe kafelki na ścianach, przecięte w połowie srebrnym ornamentem. Białe kafelki na podłodze, które miejscami były ukryte pod puchatymi dywanikami, zmieniane co tydzień, by dodatki przystrajające to miejsce były różnego koloru. Wprowadzając w nie nieco życia.
Zmyłam wyraźny i ostry, jak na mój gust, makijaż, by zastąpić go lekkim muśnięciem rzęs tuszem i nudową pomadką, jedynie podkreślającą naturalną barwę moich ust. Długie włosy rozpuściłam i zaplotłam szybko w rozwalający się warkocz, przewiązany na końcu białą, jedwabistą wstążeczką. W końcu uznałam, że jestem gotowa. Przynajmniej jeśli chodzi o kwestie wizualne.
Jeszcze tylko musiałam zameldować się tatusiowi, jak to robiłam każdego wieczora, i mogłam wyjść na kolację z tym nieokrzesanym, zbyt pewnym siebie jegomościem.
Podeszłam do aparatu, znajdującego się na szafeczce tuż przy moim łóżku. Niestety nie posiadałam telefonu komórkowego, ponieważ problematycznym było założenie podsłuchu, jak i samo monitorowanie moich rozmów. O wiele wygodniej i łatwiej było, by ten podsłuch istniał właśnie w telefonie stacjonarnym. Mój ojciec był po prostu... Nad wyraz ostrożny, jeśli chodziło o moją osobę. Jednak nie czułam się z tego powodu specjalnie skrzywdzona.
- Witaj, tatusiu - zaszczebiotałam radośnie do słuchawki, ignorując irytujące pikanie gdzieś po drugiej stronie. Był to znak, że osoby trzecie ingerowały w rozmowę. - Chciałam ci powiedzieć, że chyba znalazłam inwestora do twojego nowego projektu!
- Tak, słonko? A konkretniej? Jestem trochę zajęty - gburowaty głos dobiegł moich uszu. Zapewne znów nie do końca zwracał uwagę na to co mówię, zajęty kolejnymi kampaniami, mającymi na celu wypromować agencję także na kontynencie Azjatyckim.
- Niejaki Nuan Clerwill, przyszedł do naszej agencji oferując usługi swojej firmy - zaczęłam, zmieniając nieco kontekst całego zdarzenia, by tatuś niczego nie podejrzewał. - Znalazł czas dzisiejszego wieczora, by omówić ze mną dokładne szczegóły tego... W jaki sposób ta pomoc może wyglądać. I pomyślałam...
- Idzie z wami Diego? - przerwał mi tatuś, nim dokończyłam zadanie. Zapewne przeczuwał, że znów poruszę temat sfinansowania mojej edukacji w Paryżu, na którą nie chciał się zgodzić. Jakby faktycznie ktoś chciał mnie skrzywdzić i zagrażał mojemu życiu.
- Tak, tatusiu - odparłam ponuro, wiedząc, że coś przegrałam już na samym starcie, przed rozwinięciem się rozmowy.
- Masz zameldować się, gdy wrócisz - dodał tylko, nim w słuchawce rozległ się dźwięk przerwanej rozmowy. Westchnęłam ciężko, odkładając telefon na miejsce.
Skoro to miałam już z głowy, mogłam udać się do mojego gościa. Zabrałam z szafeczki jasną kopertówkę, w której mieściły mi się szminka, klucze od lokalu i pieniądze, którymi mogłam zapłacić za taksówkę, w razie gdyby mężczyzna zostawiłby mnie samą zaraz po kolacji.
Zjeżdżając windą w dół, z powrotem do miejsca, gdzie zostawiłam mojego towarzysza, modliłam się w duchu by wciąż tam był. By siedział niedbale przy stoliku, pijąc kolejną lampkę wina. Miałam także cichą nadzieję, że przez moją, wszakże krótką, nieobecność, nie skorzystał z oferowanych mu usług. Przymknęłam oczy, próbując uspokoić szalejącą burzę w moim umyśle i wyciszyć to podekscytowanie, które szarpało moim sercem.
*
Siedziałem wygodnie, rozglądając się po sali, wodząc wzrokiem za przewijającymi się wciąż kobietami. Każda z nich mogła pochwalić się sporą urodą poprawioną odpowiednim makijażem i przytłumionym oświetleniem, które wszystko spowijało aurą tajemniczości. Widziałem jak kobiety odwzajemniały spojrzenie, jak uśmiechały się pięknie, obracając się tak, bym mógł bez skrępowania podziwiać ich atuty. Chętnie zapoznałbym się z ich wdziękami bliżej i dogłębniej, a mimo to... czekałem. Zamiast posadzić sobie jedna z kobiet na kolanach, siedziałem sącząc powoli wino. Przez ułamek chwil szczerze zastanawiało mnie dlaczego tak jest... Dlaczego na kogokolwiek czekam... Może byłem już znudzony łatwym seksem? Potrzebowałem chyba odmiany, może małego wyzwania? I trochę tego dziwnego ciepła...
Pokręciłem głową, odpędzając dziwne myśli i wstałem, bo moja towarzyszka właśnie na powrót przede mną stanęła. Musiałem przyznać, że w tej delikatnej i dziewczęcej wersji podobała mi się może nawet bardziej, niż w gorącej czerwieni, jaką nosiła wcześniej. Zostawiłem jeszcze na stoliku pliczek banknotów i ruszyłem do wyjścia przepuszczając dziewczynę przodem.
- Aż dziw, że jednak nie uciekłaś - zaśmiałem się spoglądając na jej lekko rumiana buzię.
Wyszliśmy i skierowaliśmy się na parking. Otworzyłem drzwi pasażera przed dziewczyną i w pośpiechu okrążyłem samochód. Drab planował wsiąść na tylne siedzenie z mojej strony, ale nie zdążył, bo chwyciłem go za bety, podciąłem mu nogi i zdzieliłem w kark, tak, by opadł na ziemię z ogromnym zaskoczeniem, malującym się na przepitym pysku. Migiem wsiadłem do auta i odpaliłem silnik. Ledwie ruszyłem, a musiałem sięgnąć do drzwi pasażera, które dziewczyna chciała otworzyć.
- Nie radzę, chyba, że chcesz sobie bardzo mocno potłuc ten zgrabny tyłeczek - rzuciłem i zablokowałem drzwi.
- Mieliśmy umowę - dziewczyna spojrzała na mnie z wyrzutem i lekkim strachem.
- Ale widzisz, Słoneczko, lubię naginać zasady, a nawet je łamać - wyjaśniałem i uśmiechnąłem się do niej pięknie, by zaraz wcisnąć pedał gazu.
- Dokąd mnie wieziesz? - spytała.
- Mieliśmy zjeść kolację... I nie martw się, reszty nie zamierzam łamać. Przynajmniej na razie.
*
- I myślisz, że uwierzę? - prychnęłam, ciągnąc za klamkę dla upewnienia, że faktycznie drzwi były zablokowane. Były, nie chciały ustąpić pod naciskiem i uratować mnie z opresji. Przyjrzałam się szybie, zastanawiając się czy mogłabym ją wybić silnym uderzeniem. Zapewne była pancerna, a ja tylko złamałabym sobie rękę. Siedziałam więc posłusznie na siedzeniu pasażera, nerwowym ruchem pociągając za perłowy kolczyk.
- Jeśli uciekniesz, nigdy się nie dowiesz - mruknął, uśmiechając się do mnie tym swoim krzywym uśmieszkiem. Odruchowo odwzajemniłam gest, przyglądając się mężczyźnie z lekką dozą sympatii. To nie tak, że się go bałam. Czułam się podekscytowana i zafascynowana tą całą sytuacją i chciałam wiedzieć co będzie dalej. Jedynym czego się bałam to tego, co będzie gdy mnie znajdą. Zapewne nie wyjdę z pokoju do końca życia, a tatuś załatwi mi prywatną nauczycielkę i będę mogła zapomnieć o zewnętrznym świecie.
- Nie dowiem się też, kiedy tatuś wyśle za nami swoich osiłków - westchnęłam ciężko, mając świadomość tego, że stanie się to lada chwila, gdy tylko Diego się ocknie.
- Uważasz, że nas namierzą? - zapytał mężczyzna, unosząc wysoko jedną brew w wyrazie zaskoczenia. Prychnęłam jedynie, uważając, że nie muszę na to pytanie udzielać odpowiedzi. Chyba oczywistym było, że skoro wspomniałam, że tatuś za nami kogoś pośle, to doskonale będą wiedzieć jak nas znaleźć. W żadnym innym wypadku nie poruszyłabym tego tematu.
- A jak niby mieliby to zrobić? - zapytał, zatrzymując samochód, kiedy powitało nas kolejne czerwone światło. Oparł rękę o zagłówek siedzenia pasażera i wlepił we mnie to irytujące, niezwykle pewne siebie spojrzenie.
- Nie wiem. - Przełknęłam głośno ślinę, wciskając się bardziej w fotel. Odruchowo sięgnęłam do kolczyka, bawiąc się nim zawzięcie, jakby mógł mnie przed czymś uratować. W tym przypadku - przed pochylającym się w moją stronę Nuanem. Wstrzymałam oddech, nie mogąc odwrócić wzroku od oczu mężczyzny, przyjmując jarzące się w nich wyzwanie. Nie czaiło się w tym nic dobrego, a ja niczym ćma do ognia, lgnęłam za tym.
Jedną dłonią przytrzymał moją twarz, bym się nie odwróciła, choć nawet przez myśl nie przeszło mi, by zrobić coś takiego. Zadrżałam, kiedy poczułam jak ustami muska moje ucho. Pociągnął w delikatnej pieszczocie jego płatek, by zaraz złożyć w tym miejscu kolejny pocałunek. Otrzeźwiło mnie trąbienie zniecierpliwionych kierowców, którzy stali w korku za nami, oczekując, aż Nuan ruszy.
Popchnęłam go mocno, z całej siły, odsuwając od siebie na przyzwoitą odległość.
- Złamałeś kolejną zasadę! - burknęłam, patrząc z wyrzutem na jego zadowoloną minę zwycięscy. Z zaskoczeniem zauważyłam, że wyjmuje z ust mój kolczyk i opuszcza szybę. Nie zajęło mi zbyt wiele czasu dojście do tego, co planował, więc zadziałałam niemalże instynktownie. - Hej! - krzyknęłam, odpinając pas i wychyliłam się w jego kierunku, próbując sięgnąć po swoją własność. Zrobiłam to jednak zbyt wolno, bo już po chwili piękna, perłowa ozdoba wyleciała przez okno, obijając się na pożegnanie o bok samochodu. - To był mój ulubiony komplet! Dlaczego?!
*
- Nie chcę, żeby ktoś nam przeszkadzał - rzuciłem ruszając z piskiem opon dalej.
Trzeba było przyznać, że obecność urządzeń namierzających była dość zaskakująca. Moja towarzyszka musiała być kimś ważnym, przynajmniej dla tego, kto pragnął kontrolować każdy jej krok. Mimo tego, jak dziewczyna prezentowała się w lokalu, w chwili, gdy mnie przywitała, coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że jest raczej ułożoną dziewczyna z dobrego domu, a nie małolatą szukająca wrażeń i sponsora. Coraz mniej pasowało mi jej zajęcie. Sprawiała wrażenie mądrej, wrażliwej i delikatnej. Takie dziewczyny nie pasują do burdeli, szczególnie tych na poziomie, gdzie kobiety oddawały swoje wdzięki dobrowolnie, a nie będąc zastraszane i bite. Nie wydawało mi się też, żeby dziewczynie brakowało pieniędzy. Była zbyt pewna, nosiła głowę wysoko, dobrze czując się w drogich ubraniach i pośród bogatych wnętrz. Chciałem poznać jej sekret... dowiedzieć się o niej czegoś.
Skręciłem na rozległy parking przed jedną z najlepszych restauracji w mieście. Szybko wysiadłem z samochodu i okrążyłem go, kiedy moja towarzyszka również postanowiła w pospiechu opuścić pojazd.
- Dokąd to? - spytałem, chwytając jej dłoń, a następnie obracając dziewczynę tak, by stanęła przodem do mnie i tyłem do samochodu. Wystarczyło kilka kroków, a jej zgrabny tyłeczek oparł się o karoserię. Splotłem palce z jej wzmacniając lekko uścisk. - Mieliśmy zjeść kolację...
- Złamałeś już zasady - fuknęła, jej oddech jednak słodko przyspieszył, a na policzkach wykwitł lekki, ciepły rumieniec, który dodawał jej ogromnego uroku.
- Tylko trzy. Czwarty wciąż mogę spełnić - pogładziłem ją po policzku, lekko muskając kciukiem jej dolną wargę. Miałem ogromną ochotę posmakować tych lekko rozchylonych ust. Sprawdzić czy są tak miękkie, ciepłe i słodkie, na jakie wyglądały. Zrobiłbym to, gdy jednak schyliłem się odrobinę, chcąc wcielić swój plan w życie, dziewczyna zadrżała. W jej oczkach ujrzałem przebłysk strachu, który dziwnym trafem bardzo mi się nie podobał.
Odsunąłem się nieco od mojej towarzyszki. Na tyle, by mogła odetchnąć, ale nie na tyle, by miała jakiekolwiek szanse choć próbować mi uciec.
- To jak... Wyjawisz mi swoje imię i pójdziemy coś razem zjeść czy jednak wolisz próbować mi uciec? - musiałem przyznać, że druga opcja jeszcze do niedawna wydawałaby mi się zdecydowanie bardziej pasjonująca i podniecająca przede wszystkim. Teraz jednak faktycznie chciałem spędzić trochę czasu z tą drobną istotka wpatrującą się we mnie ciemnymi oczyma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz