czwartek, 28 kwietnia 2016

Wieczór pełen wrażeń (cz.2)

W momencie przysłowiowego przyparcia do muru, uświadomiłam sobie w jak złej sytuacji się znalazłam. Czułam się pewnie dopóki był ze mną Diego. Wiedziałam wtedy, że co by się nie działo, on mnie ochroni. Ewentualnie, gdyby zawiódł, mógł wezwać pomoc. Tatuś zaraz wysłałby swoich ludzi, którzy bez problemu odnaleźliby mnie po nadajniku w moim kolczyku. W każdym razie, byłam bezpieczna i wiedziałam, że  nikt mnie nie skrzywdzi.
Teraz byłam skazana na Nuana, na to co planował dalej zrobić i jakie miał wobec mnie zamiary. Nie wiedziałam czego chciał. A raczej... Wiedziałam, ale nie wiedziałam jak wiele był w stanie zrobić, by to osiągnąć. Choć miałam przeczucie, że posunąłby się do wielu czynów, mniej lub bardziej humanitarnych, a ja niewiele mogłabym zdziałać w samoobronie. Mężczyzna był ode mnie starszy, silniejszy, bardziej przebiegły. A co najważniejsze, był nieobliczalny. I to przerażało mnie najbardziej.
- Lissë. Mam na imię Lissë - wyszeptałam, wbijając spojrzenie w nasze splecione dłonie. Odczułam ulgę, kiedy odsunął się ode mnie i dał mi nieco przestrzeni, bym mogła ochłonąć i uspokoić nieco nerwy. Choć byłam równocześnie zdziwiona, że nie wykorzystał sytuacji, kiedy nie mogłam się przed nim obronić. Może źle go oceniłam? Może nie był takim draniem za jakiego go miałam? Draniem, który brał wszystko to na co miał ochotę, nie zważając przy tym uwagi czy druga strona chciała tego samego.
- Uroczo - mruknął Nuan, uśmiechając się w ten swój charakterystyczny, pełen kpiny sposób.
Uznając najwyraźniej, że poznanie  mojego imienia jest równoznaczne z moją zgodą, mężczyzna pociągnął mnie za sobą, udając się w kierunku restauracji. Zacisnęłam mocniej palce na jego dłoni, paradoksalnie czując się bezpieczniej. Nawet jeśli to on stanowił dla mnie największe zagrożenie.
Weszliśmy do przestronnego bogato zdobionego holu. Na wejściu powitał nas jasnowłosy recepcjonista, do którego twarzy przylepiony był sztuczny uśmiech. Psuło to cały efekt, który chciano uzyskać, by dopasować pracowników do wnętrza restauracji. Ta cała sztuczność w żaden sposób nie współgrała z jasną nienaganną fryzurą i idealnie dopasowanym frakiem, pod którym mimo wszystko można dostrzec było smukłą, atletyczną sylwetkę. Nie wiem  na jakiej zasadzie wybierali pracowników, ale chyba musieli być idealni.
- Rezerwacja na nazwisko Clerwill - powiedział mój towarzysz, podając recepcjoniście kilka banknotów o wysokim nominale. Uniosłam wysoko brwi, starając się tego w żaden sposób nie skomentować. Czy on wszystko musiał załatwić w taki sposób? Rzucić na blat kilka stów czy tysięcy i dostanie zaraz dostęp do najlepszych restauracji, klubów lub sypialni najładniejszych kobiet. Bez trudu, niepotrzebnego wysiłku, ma wszystko czego zapragnie. Trochę zazdrościłam mu tej samowoli, ale może to dlatego, że był ode mnie starszy.
Jasnowłosy przyjął pieniądze, informując nas, że nazwisko widnieje na liście. Oczywiście. W końcu nie mogło być inaczej. Zaraz podeszła do nas kelnerka i zaprowadziła do najbliższego wolnego stolika. Gdy usiedliśmy, podała nam karty z menu i odeszła, rzucając jeszcze kilka zalotnych spojrzeń Nuanowi. Westchnęłam ciężko przeczuwając, że możemy mieć nadgorliwą obsługę tego wieczora. Co też miało swoje dobre strony. Mężczyzna nie wykona w moją stronę żadnego poważniejszego ruchu, nie złamie regulaminu, a gdy zwróci uwagę na atrakcyjną kelnerkę, ja mogę wykorzystać ten moment, by poszukać telefonu i zadzwonić do tatusia. Plan wręcz idealny.
Rozejrzałam się po otoczeniu z ciekawością. Musiałam przyznać, że mężczyzna miał naprawdę dobry gust. Miejsce, które wybrał miało ogromną klasę. Nie było tu nadmiernego przepychu, wszystkie elementy wystroju były jasne, minimalistyczne i mimo to, dało się odczuć tu tę charakterystyczną aurę elity. Pachniało bogactwem i pychą.
- Lissë, co robisz prócz pracy w agencji? Studiujesz? - zwrócił moją uwagę Nuan, wpatrując się we mnie przenikliwym wzrokiem, jakby mógł przeszyć nim na wskroś moją duszę i dowiedzieć się o mnie wszystkiego. Poruszyłam się niespokojnie na krześle, nieco skrępowana jego zainteresowaniem.
- Nie, nie studiuję - uśmiechnęłam się zażenowana, choć nieco rozbawiona tym co powiedział. Schlebiło mi to, że uważał mnie za dojrzalszą niż w rzeczywistości byłam, zapewne będzie dla niego szokiem to, co właśnie chciałam mu powiedzieć. - Mam dopiero szesnaście lat, wciąż uczę się w liceum.
*
- A to ciekawe - rzuciłem jeszcze intensywniej przyglądając się dziewczynie. Naprawdę mógłbym przysiąc, że Lissë jest jednak starsza. Może faktycznie fizycznie wyglądała na młodziutką, szczególnie, że była szczuplutka, ale mądre oczka wskazywać by mogły na większe doświadczenie życiowe. Poza tym kto normalny pomyślałby, że tak młodziutka osoba nie tylko będzie pracować, ale na dodatek w burdelu. To zdecydowanie tłumaczyło ochroniarza i kolczyki z pluskwą. Nie, żebym potrafił zrozumieć co też siedziało we łbach jej rodziców, którzy zgodzili się aby ich córka obracała się pośród prostytutek mając ledwie szesnaście lat. W końcu rzucenie nastolatki w miejsce, w którym pełno było napalonych facetów było czystą głupotą. Z dziwnym ukłuciem niepokoju stwierdziłem, że była to kolejna rzecz, która jakoś mi... nie pasuje, wręcz przeszkadza. Tak jak strach w oczach Lissë, tak samo wizja jej otoczonej przez śliniących się kretynów mnie kluła.
- Zdecydowali się już państwo? - spytała kelnereczka zalotnie trzepocząc rzęsami. Uśmiechała się do mnie pięknie, delikatnie wiercąc się w miejscu, zupełnie jakby to, że stoi nagle bardzo jej przeszkadzało. Ja jednak miałem inny obiekt zainteresowania i ani jej błękitne, wlepione we mnie oczy, ani spory biust opinany przez białą bluzeczkę nie sprawiły, że byłem skory wykazać jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą.
W rezultacie zamówiłem pierwsze co wpadło mi w oko. Kiedy doszło do pytania o deser zmierzyłem swoją towarzyszkę wzrokiem, po czym zrobiłem smutną minkę mającą ukazać jak ogromny żal czułem z faktu, że ona nie chce moim deserkiem zostać... Przynajmniej jeszcze nie chce, bo miałem zamiar kręcić się wokół niej aż mi ślicznie ulegnie.
- To może ty coś dla mnie wybierzesz? Skoro jednej słodkości mi bronisz... - zwróciłem się do Lissë i sięgnąłem przez stolik po jej dłoń.
*
- Niestety, nie jestem w stanie sprostać temu zadaniu - uśmiechnęłam się rozkosznie, zaciskając palce na silnej dłoni Nuana. Pochyliłam się nieco nad stołem, jakbym chciała znaleźć się jak najbliżej mężczyzny. Tylko po to, by zaraz dodać - nie zauważyłam w ofercie lodów o smaku cyjanku.
O ile reakcją kelnerki na moje słowa, było pełne gniewu prychnięcie i lodowe szpile, które wbijała spojrzeniem w każde możliwe miejsce na moim ciele, tak Nuan zareagował zupełnie inaczej. Nie tak, jak się tego spodziewałam. Puścił moją dłoń i odchylił się na krześle, śmiejąc w głos. Śmiał się głośno, szczerze rozbawiony, patrząc na mnie przy tym z czymś na kształt... Sympatii? Spodziewałam się jakiegoś prychnięcia, mruknięcia czy ogólnego niezadowolenia. Nie wydawał mi się być osobą ze sporym dystansem do siebie. Trochę nieokrzesany i niebezpieczny. Nawet nie wiem co mi do głowy strzeliło, by próbować go sprowokować w tak głupi sposób. Zarumieniłam się po jego reakcji i nie mając co zrobić z rękoma, poprawiałam nerwowo swoje włosy.
Niezadowolona kelnerka postanowiła w końcu od nas odejść, zapisując coś w notesie z zaciętą miną. Podejrzewałam, że moje danie może mieć nieciekawy dodatek, którego istnienia nie będę w stanie udowodnić szefostwu. Ewentualnie poda mi coś, czego nie zamówiłam, łutem szczęścia licząc na to, że trafi mi się coś, czego nie lubię. Słyszałam tylko dźwięk ciężko stawianych przez nią kroków, czym okazywała jak bardzo była zirytowana, że to nie jej mężczyzna poświęcał uwagę.
- Zapytaj czy mają chociaż cykutę - mrugnął do mnie, pogłębiając tym tylko czerwień na moich policzkach. Powiedziałam o cyjanku, bo to pierwsze przyszło mi na myśl, nie rozumiałam jednak co Nuan miał na myśli wspominając akurat o tej truciźnie. Przekręciłam nieświadomie główkę i posłałam mu pytające spojrzenie, prosząc tym o wyjaśnienie. Mężczyzna zrozumiał ten niewerbalny przekaz i pospieszył z wyjaśnieniem. - Cykuta to inaczej trucizna zazdrosnych żon.
- Chcesz żebym była zazdrosna? - zaśmiałam się, przyglądając się mężczyźnie z zaciekawieniem. Może to tylko moje wyobrażenie, ale ta znajomość zmierza w ciekawym kierunku. - Poznajmy się najpierw lepiej, żebym miała podstawy do zazdrości. Co o tym myślisz?
*
- No nie wierzę - rzuciłem mierząc uważnym spojrzeniem Lisse. Zatrzymałem wzrok na chwilkę na jej ustach, wygiętych teraz w słodkim uśmiechu, po czym wróciłem do jej oczu, ciemnych i błyszczących. Nie mogłem przy tym powstrzymać uśmiechu. - Czyżbyś, nie tylko nie miała zamiaru uciec z krzykiem, ale do tego chciała zaprosić mnie na randkę?
- To zależy - odpowiedziała po chwili, a w jej oczkach zabłysły zadziorne ogniki. Właśnie to najbardziej mnie w tej dziewczynie intrygowało i urzekało... Z jednej strony rumieniła się, odsuwała, szukając dystansu i jakby się mnie obawiając. Zaraz jednak stawiała mi warunki, prowokowała mnie i jakby sprawdzała. Coraz większa miałem ochotę an to, by dłużej pograć w tę grę...
- A od czego? - znów chwyciłem jej dłoń i zacząłem lekko kciukiem pocierać wierzch jej dłoni, na co znów się zarumieniła, a zadziorny błyska jakby lekko zgasł, by ustąpić miejsca zawstydzeniu. Szybko jednak na powrót spojrzała mi w oczy, by zabrać powoli dłoń.
- Od tego czy będziesz przestrzegać zasad - stwierdziła o dziwo bardzo stanowczo.
Nie odpowiedziałem nic, a tylko posłałem jej całusa.
Rzeczą oczywistą było to, że zasady dla kogoś takiego jak ja były po to, żeby je naginać lub wręcz łamać, a ona zdecydowanie zdawała sobie z tego sprawę. I to właśnie było ciekawe. Niby się mnie obawiała i sądzę, że było we mnie sporo rzeczy które mniej lub bardziej jej nie odpowiadały, a mimo to jej ciekawość wzięła górę. Dam byłem niezmiernie ciekaw do czego to wszystko prowadziło.
Kelnereczka, wciąż łypiąca na Lisse złowrogo, przyniosła nam zamówienie. A raczej mnie, bo moja towarzyszka dostała chyba to, co najrzadziej ludzie tutaj zamawiali. Mimo to dziewczyna postanowiła, a jakże, spróbować. Nabrała nieco na widelec, zanim jednak uniosła go do ust, ponownie chwyciłem jej nadgarstek, tym razem tak, by porcja dania trafiła do moich ust.
- C-co robisz? - spytała Lisse, spłoszona nieco moim zachowaniem.
- Przyprawiam blondi o nerwicę - wymruczałem, kątem oka dostrzegając jak niebieskooka dziewczyna robi się czerwona na twarzy. Czegoś takiego się nie spodziewała, to było pewne.
- Czasami jesteś naprawdę okropny - wymsknęło się Lisse.
- Uwielbiam być okropny, stawiać na swoim i do szewskiej pasji doprowadzać tych, którzy nie rozumieją aluzji i pałętają mi się pod nogami - wyznałem zawiedziony nieco, że podane nastolatce danie nie było niczym doprawione. Trochę szkoda, bo z chęcią rozpętałbym tu małą wojnę, a tak pozostało mi tylko sprawić, żeby mojej nieproszonej adoratorce z uszu się kopciło z zazdrości. Miałem mieć przy tym niezła frajdę, bo Lisse wyglądała ślicznie z rumieńcem na buźce i z oczkami błyszczącymi ciekawością i niepewnością.
Stolik stał się dla mnie w tym momencie zdecydowanie za duży, choć dwuosobowy. Z miłą chęcią skradłbym swojej towarzyszce buziaka. Problem był taki, że przez dzielącą nas przestrzeń mogła zwyczajnie uciec, a tego naprawdę nie chciałem. Musiałem się więc ograniczyć do "przypadkowego" dotykania to jej dłoni, to znów zgrabnej łydki pod stolikiem.
- Myślałaś już Słonko nad tym, gdzie chcesz się wybrać następnym razem? - spytałem kiedy zabierano talerze, by podać nam w następnej kolejności deser. Tu oboje mieliśmy się spodziewać niespodzianki.
*
Zwlekałam z odpowiedzią, zastanawiając się nad miejscem, które naprawdę chciałabym zobaczyć. Oczywiście średnio wierzyłam, że cokolwiek z tych planów mogłoby wypalić. Nie wierzyłam w to, że mężczyzna może traktować mnie poważnie. Miał po prostu pewną zachciankę, którą chciał spełnić. Tylko, że ta zachcianka sporo mu utrudnia, bo ma nieco inne podejście do wielu spraw. Kiedy ten stan rzeczy się utrzyma przez długi czas, odwidzi mu się. Zrezygnuje, pójdzie w swoją stronę. Ale... Do tego czasu chyba mogę się rozluźnić. Pozwolić sobie na więcej tych chwil, które sprawiają, że w moim sercu ściera się ze sobą tak wiele sprzecznych ze sobą emocji.
Westchnęłam z zachwytem, kiedy postawili przed nami desery. W wielkich pucharkach, wyglądające tak smakowicie, że nadprodukcja śliny wydawała się nagle czymś zupełnie normalnym, niemożliwym do powstrzymania.
- Zawsze chciałam tego spróbować - wyznałam mojemu towarzyszowi, patrząc z uczuciem na to, co stało przed nami. Zamrożone gorące czekolady, różne odmiany, układane na sobie warstwowo, posypane jadalnym złotem, by nadać im tego charakteru bogactwa. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, kiedy Nuan zamienił nasze pucharki, oddając mi ten, który był odrobinę większy.
Westchnęłam raz jeszcze, biorąc łyżeczkę do dłoni, czując już na swoim języku tę smakową rozkosz, która miała zaraz nadejść. Nabrałam odrobinę deseru i wsunęłam do ust, przymykając oczy i mrucząc głośno, kiedy moje kubki smakowe zostały zaatakowane przez niewyobrażalną wręcz słodką gorycz. Rozkoszowałabym się pewnie tym deserem dalej, równie mało dyskretnie, gdybym nie zobaczyła rozbawionego spojrzenia, które posłał mi Nuan.
- Będę zaraz zazdrosny o te lody - mruknął, a moje policzki pokryły się dorodną czerwienią.
- Przepraszam - wyszeptałam, przysłaniając zaraz usta dłonią, by zahamować kolejne zachwycone reakcje, których nie kontrolowałam. Mężczyzna roześmiał się głośno, sięgając po moją rękę i odciągnął ją od mojej twarzy, cmokając z niezadowoleniem.
- Nie przepraszaj. Powiedz mi lepiej, gdzie chciałabyś pójść.
- Do zoo - wypaliłam od razu, spuszczając wzrok na zjedzony w połowie deser. Kiwnęłam potwierdzająco głową, kiedy Nuan upewnił się czy dobrze usłyszał, a ja naprawdę chciałam udać się do tak przyziemnego miejsca. Mógłby mnie zabrać wszędzie, z czego doskonale zdawałam sobie sprawę. - Nigdy nie byłam w zoo, naprawdę chciałabym zobaczyć znajdujące się tam zwierzęta.
 - Więc pójdziemy do zoo - uśmiechnął się do mnie ciemnowłosy, rozwiewając tym wszystkie wątpliwości, które zrodziły się w mojej głowie. Odwzajemniłam gest, nabierając nagle odwagi w jego towarzystwie. Może wydawał się wredny, bywał groźny i okropny, jednak dla mnie był miły. Przynajmniej do tej pory. Nawet jeśli miał gdzieś moje zasady i łamał te co bardziej niewinne.
- Otwórz usta - zamruczał Nuan, kiedy skończyłam swój deser i przyglądałam się pustemu pucharkowi ze smutkiem. Zerknęłam na niego z zaskoczeniem, chcąc odpowiedzieć mu mało wybredną ripostą, o tym jak niedorzeczna jest jego prośba. Jednak uniemożliwiła mi to łyżeczka, która znalazła się w moich ustach, a smak czekolady rozpłynął się na moim języku. Westchnęłam, oczarowana tym, jak smaczny był ten deser, jak oczarowywał moje zmysły i pozbawiał mnie kontroli. Czułam się obezwładniona słodyczą. Co mężczyzna skrzętnie wykorzystał, dokarmiając mnie swoim deserem.
Poczułam dłoń Nuana na policzku, ciepłą, pachnącą czekoladą. Przesunął kciukiem po moich ustach, uchyliłam powieki, by zobaczyć w jakim celu. Zbierał czekoladę, której resztki zostały na moich wargach. Przez krótką chwilę pomyślałam, że to nie może się w żaden sposób zmarnować, by w następnej objąć jego palec ustami, spijając z nich ostatnie resztki przysmaku. Kiedy uświadomiłam sobie co zrobiłam, odsunęłam się nieco zbyt gwałtownie, patrząc na niego z mieszaniną zawstydzenia i przestrachu.
- Wybacz - wymamrotałam, czując jak moja twarz zaraz stopi się od gorąca. - Nie chciałam by się zmarnowało.
*
- Zdecydowanie nie masz za co przepraszać. - Pogładziłam znów jej policzek, kiedy tylko usiadła na powrót tak, bym mógł jej sięgnąć. - Bardzo mi się podoba, że zdarza ci się tracić przy mnie kontrolę. Widać taki całkowicie straszny nie jestem. - Naprawdę mnie to cieszyło. Nie chciałem, żeby Lisse się mnie obawiała... no dobrze, może odrobinę, ale nie w ten czysto negatywny sposób, który tworzy jedynie ogromny dystans. Chciałem ją poznać, sam fakt tego był niemal równie intrygujący co sama dziewczyna. Nieczęsto zdarzało mi się, żebym faktycznie się kimś interesował w jakikolwiek sposób niż ten czysto fizyczny, przy czym takie "akty poznania" kończyły się po prosu po jednej spędzonej wspólnie nocy i wypadały mi z pamięci. Teraz ciekawiło mnie nie tylko co siedząca przede mną dziewczyna ma pod ubraniem i jak smakuje, ale także to jaka jest... co lubi, czego poza zwiedzaniem zoo jeszcze nie robiła. Było to dla mnie dziwne i w pewnym sensie budziło we mnie pewien niepokój. Póki co jednak miałem coś ważniejszego, na czym mogłem skupić myśli. 
- Chyba powinnam już wracać - wyszeptała dziewczyna odrobinę nerwowo. Widać było, że obawiała się, że jej tatuś jednak ruszy na poszukiwania. Nie miałem ochoty na kończenie tego spotkania, ale z drugiej strony może lepiej, żeby dziewczyna nie miała jakichś specjalnych kłopotów. Swoją drogą nie potrafiłem zrozumieć jak niektórzy rodzice mogli kontrolować tak swoje dzieciaki. Mnie nigdy rodzice nie kontrolowali... nie mieli do tego okazji, bo i tak robiłem co chciałem. 
Zapłaciłem za kolację i wyszliśmy z lokalu. Chwyciłem dłoń dziewczyny i ruszyliśmy do samochodu, by już po chwili mknąć ulicami miasta. Nigdy nie lubiłem jeździć powoli, irytowało mnie to. Nie po to siedziałem w samochodzie sportowym, żeby wlec się koło za kołem i podziwiać widoczki. mogłem jednak wybrać nieco dłuższą trasę i odrobinę dłużej zatrzymać Lisse przy sobie. Nie, żebym wiedział dlaczego tak mi na tym zależało...
Zaparkowałem pod budynkiem agencji.
- Dziękuję za miły wieczór - rzuciła moja towarzyszka uśmiechając się przy tym słodko. 
- Miło, że jednak ci się podobało - wymruczałem, zbliżając się do niej i kiedy tylko starała się odsunąć i sięgnąć klamki, przyciągnąłem ją do siebie i wreszcie wpiłem mocno w jej usta. Dziewczyna była zaskoczona i w pierwszej chwili chciała się wyrwać, nie dałem jej jednak na to szansy. Jej usta smakowały wciąż czekoladą i czymś jeszcze... czymś ciepłym i miłym, co niezwykle przypadło mi do gustu. Z niemałym żalem odsunąłem się wreszcie od Lisse, której oczka błyszczały intensywnie, a rumiane policzki promieniowały ciepłem. 
- Zasłużyłem chyba na odrobinkę deseru, co? - spytałem, ale pozwoliłem jej wreszcie wysiąść. - Do zobaczenia - krzyknąłem jeszcze za nią i ruszyłem do domu, choć nie miałem na to większej ochoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz