W momencie przysłowiowego przyparcia do muru, uświadomiłam sobie w
jak złej sytuacji się znalazłam. Czułam się pewnie dopóki był ze mną
Diego. Wiedziałam wtedy, że co by się nie działo, on mnie ochroni.
Ewentualnie, gdyby zawiódł, mógł wezwać pomoc. Tatuś zaraz wysłałby
swoich ludzi, którzy bez problemu odnaleźliby mnie po nadajniku w moim
kolczyku. W każdym razie, byłam bezpieczna i wiedziałam, że nikt mnie
nie skrzywdzi.
Teraz byłam skazana na Nuana, na to co planował
dalej zrobić i jakie miał wobec mnie zamiary. Nie wiedziałam czego
chciał. A raczej... Wiedziałam, ale nie wiedziałam jak wiele był w
stanie zrobić, by to osiągnąć. Choć miałam przeczucie, że posunąłby się
do wielu czynów, mniej lub bardziej humanitarnych, a ja niewiele
mogłabym zdziałać w samoobronie. Mężczyzna był ode mnie starszy,
silniejszy, bardziej przebiegły. A co najważniejsze, był nieobliczalny. I
to przerażało mnie najbardziej.
- Lissë. Mam na imię Lissë -
wyszeptałam, wbijając spojrzenie w nasze splecione dłonie. Odczułam
ulgę, kiedy odsunął się ode mnie i dał mi nieco przestrzeni, bym mogła
ochłonąć i uspokoić nieco nerwy. Choć byłam równocześnie zdziwiona, że
nie wykorzystał sytuacji, kiedy nie mogłam się przed nim obronić. Może
źle go oceniłam? Może nie był takim draniem za jakiego go miałam?
Draniem, który brał wszystko to na co miał ochotę, nie zważając przy tym
uwagi czy druga strona chciała tego samego.
- Uroczo - mruknął Nuan, uśmiechając się w ten swój charakterystyczny, pełen kpiny sposób.
Uznając
najwyraźniej, że poznanie mojego imienia jest równoznaczne z moją
zgodą, mężczyzna pociągnął mnie za sobą, udając się w kierunku
restauracji. Zacisnęłam mocniej palce na jego dłoni, paradoksalnie
czując się bezpieczniej. Nawet jeśli to on stanowił dla mnie największe
zagrożenie.
Weszliśmy do przestronnego bogato zdobionego holu. Na
wejściu powitał nas jasnowłosy recepcjonista, do którego twarzy
przylepiony był sztuczny uśmiech. Psuło to cały efekt, który chciano
uzyskać, by dopasować pracowników do wnętrza restauracji. Ta cała
sztuczność w żaden sposób nie współgrała z jasną nienaganną fryzurą i
idealnie dopasowanym frakiem, pod którym mimo wszystko można dostrzec
było smukłą, atletyczną sylwetkę. Nie wiem na jakiej zasadzie wybierali
pracowników, ale chyba musieli być idealni.
- Rezerwacja na
nazwisko Clerwill - powiedział mój towarzysz, podając recepcjoniście
kilka banknotów o wysokim nominale. Uniosłam wysoko brwi, starając się
tego w żaden sposób nie skomentować. Czy on wszystko musiał załatwić w
taki sposób? Rzucić na blat kilka stów czy tysięcy i dostanie zaraz
dostęp do najlepszych restauracji, klubów lub sypialni najładniejszych
kobiet. Bez trudu, niepotrzebnego wysiłku, ma wszystko czego zapragnie.
Trochę zazdrościłam mu tej samowoli, ale może to dlatego, że był ode
mnie starszy.
Jasnowłosy przyjął pieniądze, informując nas, że
nazwisko widnieje na liście. Oczywiście. W końcu nie mogło być inaczej.
Zaraz podeszła do nas kelnerka i zaprowadziła do najbliższego wolnego
stolika. Gdy usiedliśmy, podała nam karty z menu i odeszła, rzucając
jeszcze kilka zalotnych spojrzeń Nuanowi. Westchnęłam ciężko
przeczuwając, że możemy mieć nadgorliwą obsługę tego wieczora. Co też
miało swoje dobre strony. Mężczyzna nie wykona w moją stronę żadnego
poważniejszego ruchu, nie złamie regulaminu, a gdy zwróci uwagę na
atrakcyjną kelnerkę, ja mogę wykorzystać ten moment, by poszukać
telefonu i zadzwonić do tatusia. Plan wręcz idealny.
Rozejrzałam
się po otoczeniu z ciekawością. Musiałam przyznać, że mężczyzna miał
naprawdę dobry gust. Miejsce, które wybrał miało ogromną klasę. Nie było
tu nadmiernego przepychu, wszystkie elementy wystroju były jasne,
minimalistyczne i mimo to, dało się odczuć tu tę charakterystyczną aurę
elity. Pachniało bogactwem i pychą.
- Lissë, co robisz prócz pracy
w agencji? Studiujesz? - zwrócił moją uwagę Nuan, wpatrując się we mnie
przenikliwym wzrokiem, jakby mógł przeszyć nim na wskroś moją duszę i
dowiedzieć się o mnie wszystkiego. Poruszyłam się niespokojnie na
krześle, nieco skrępowana jego zainteresowaniem.
- Nie, nie
studiuję - uśmiechnęłam się zażenowana, choć nieco rozbawiona tym co
powiedział. Schlebiło mi to, że uważał mnie za dojrzalszą niż w
rzeczywistości byłam, zapewne będzie dla niego szokiem to, co właśnie
chciałam mu powiedzieć. - Mam dopiero szesnaście lat, wciąż uczę się w
liceum.
*
- A to ciekawe - rzuciłem jeszcze intensywniej
przyglądając się dziewczynie. Naprawdę mógłbym przysiąc, że Lissë jest
jednak starsza. Może faktycznie fizycznie wyglądała na młodziutką,
szczególnie, że była szczuplutka, ale mądre oczka wskazywać by mogły na
większe doświadczenie życiowe. Poza tym kto normalny pomyślałby, że tak
młodziutka osoba nie tylko będzie pracować, ale na dodatek w burdelu. To
zdecydowanie tłumaczyło ochroniarza i kolczyki z pluskwą. Nie, żebym
potrafił zrozumieć co też siedziało we łbach jej rodziców, którzy
zgodzili się aby ich córka obracała się pośród prostytutek mając ledwie
szesnaście lat. W końcu rzucenie nastolatki w miejsce, w którym pełno
było napalonych facetów było czystą głupotą. Z dziwnym ukłuciem
niepokoju stwierdziłem, że była to kolejna rzecz, która jakoś mi... nie
pasuje, wręcz przeszkadza. Tak jak strach w oczach Lissë, tak samo wizja
jej otoczonej przez śliniących się kretynów mnie kluła.
-
Zdecydowali się już państwo? - spytała kelnereczka zalotnie trzepocząc
rzęsami. Uśmiechała się do mnie pięknie, delikatnie wiercąc się w
miejscu, zupełnie jakby to, że stoi nagle bardzo jej przeszkadzało. Ja
jednak miałem inny obiekt zainteresowania i ani jej błękitne, wlepione
we mnie oczy, ani spory biust opinany przez białą bluzeczkę nie
sprawiły, że byłem skory wykazać jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą.
W
rezultacie zamówiłem pierwsze co wpadło mi w oko. Kiedy doszło do
pytania o deser zmierzyłem swoją towarzyszkę wzrokiem, po czym zrobiłem
smutną minkę mającą ukazać jak ogromny żal czułem z faktu, że ona nie
chce moim deserkiem zostać... Przynajmniej jeszcze nie chce, bo miałem
zamiar kręcić się wokół niej aż mi ślicznie ulegnie.
- To może ty
coś dla mnie wybierzesz? Skoro jednej słodkości mi bronisz... -
zwróciłem się do Lissë i sięgnąłem przez stolik po jej dłoń.
*
-
Niestety, nie jestem w stanie sprostać temu zadaniu - uśmiechnęłam się
rozkosznie, zaciskając palce na silnej dłoni Nuana. Pochyliłam się nieco
nad stołem, jakbym chciała znaleźć się jak najbliżej mężczyzny. Tylko
po to, by zaraz dodać - nie zauważyłam w ofercie lodów o smaku cyjanku.
O
ile reakcją kelnerki na moje słowa, było pełne gniewu prychnięcie i
lodowe szpile, które wbijała spojrzeniem w każde możliwe miejsce na moim
ciele, tak Nuan zareagował zupełnie inaczej. Nie tak, jak się tego
spodziewałam. Puścił moją dłoń i odchylił się na krześle, śmiejąc w
głos. Śmiał się głośno, szczerze rozbawiony, patrząc na mnie przy tym z
czymś na kształt... Sympatii? Spodziewałam się jakiegoś prychnięcia,
mruknięcia czy ogólnego niezadowolenia. Nie wydawał mi się być osobą ze
sporym dystansem do siebie. Trochę nieokrzesany i niebezpieczny. Nawet
nie wiem co mi do głowy strzeliło, by próbować go sprowokować w tak
głupi sposób. Zarumieniłam się po jego reakcji i nie mając co zrobić z
rękoma, poprawiałam nerwowo swoje włosy.
Niezadowolona kelnerka
postanowiła w końcu od nas odejść, zapisując coś w notesie z zaciętą
miną. Podejrzewałam, że moje danie może mieć nieciekawy dodatek, którego
istnienia nie będę w stanie udowodnić szefostwu. Ewentualnie poda mi
coś, czego nie zamówiłam, łutem szczęścia licząc na to, że trafi mi się
coś, czego nie lubię. Słyszałam tylko dźwięk ciężko stawianych przez nią
kroków, czym okazywała jak bardzo była zirytowana, że to nie jej
mężczyzna poświęcał uwagę.
- Zapytaj czy mają chociaż cykutę -
mrugnął do mnie, pogłębiając tym tylko czerwień na moich policzkach.
Powiedziałam o cyjanku, bo to pierwsze przyszło mi na myśl, nie
rozumiałam jednak co Nuan miał na myśli wspominając akurat o tej
truciźnie. Przekręciłam nieświadomie główkę i posłałam mu pytające
spojrzenie, prosząc tym o wyjaśnienie. Mężczyzna zrozumiał ten
niewerbalny przekaz i pospieszył z wyjaśnieniem. - Cykuta to inaczej
trucizna zazdrosnych żon.
- Chcesz żebym była zazdrosna? -
zaśmiałam się, przyglądając się mężczyźnie z zaciekawieniem. Może to
tylko moje wyobrażenie, ale ta znajomość zmierza w ciekawym kierunku. -
Poznajmy się najpierw lepiej, żebym miała podstawy do zazdrości. Co o
tym myślisz?
*
- No nie wierzę - rzuciłem mierząc uważnym
spojrzeniem Lisse. Zatrzymałem wzrok na chwilkę na jej ustach, wygiętych
teraz w słodkim uśmiechu, po czym wróciłem do jej oczu, ciemnych i
błyszczących. Nie mogłem przy tym powstrzymać uśmiechu. - Czyżbyś, nie
tylko nie miała zamiaru uciec z krzykiem, ale do tego chciała zaprosić
mnie na randkę?
- To zależy - odpowiedziała po chwili, a w jej
oczkach zabłysły zadziorne ogniki. Właśnie to najbardziej mnie w tej
dziewczynie intrygowało i urzekało... Z jednej strony rumieniła się,
odsuwała, szukając dystansu i jakby się mnie obawiając. Zaraz jednak
stawiała mi warunki, prowokowała mnie i jakby sprawdzała. Coraz większa
miałem ochotę an to, by dłużej pograć w tę grę...
- A od czego? -
znów chwyciłem jej dłoń i zacząłem lekko kciukiem pocierać wierzch jej
dłoni, na co znów się zarumieniła, a zadziorny błyska jakby lekko zgasł,
by ustąpić miejsca zawstydzeniu. Szybko jednak na powrót spojrzała mi w
oczy, by zabrać powoli dłoń.
- Od tego czy będziesz przestrzegać zasad - stwierdziła o dziwo bardzo stanowczo.
Nie odpowiedziałem nic, a tylko posłałem jej całusa.
Rzeczą
oczywistą było to, że zasady dla kogoś takiego jak ja były po to, żeby
je naginać lub wręcz łamać, a ona zdecydowanie zdawała sobie z tego
sprawę. I to właśnie było ciekawe. Niby się mnie obawiała i sądzę, że
było we mnie sporo rzeczy które mniej lub bardziej jej nie odpowiadały, a
mimo to jej ciekawość wzięła górę. Dam byłem niezmiernie ciekaw do
czego to wszystko prowadziło.
Kelnereczka, wciąż łypiąca na Lisse
złowrogo, przyniosła nam zamówienie. A raczej mnie, bo moja towarzyszka
dostała chyba to, co najrzadziej ludzie tutaj zamawiali. Mimo to
dziewczyna postanowiła, a jakże, spróbować. Nabrała nieco na widelec,
zanim jednak uniosła go do ust, ponownie chwyciłem jej nadgarstek, tym
razem tak, by porcja dania trafiła do moich ust.
- C-co robisz? - spytała Lisse, spłoszona nieco moim zachowaniem.
-
Przyprawiam blondi o nerwicę - wymruczałem, kątem oka dostrzegając jak
niebieskooka dziewczyna robi się czerwona na twarzy. Czegoś takiego się
nie spodziewała, to było pewne.
- Czasami jesteś naprawdę okropny - wymsknęło się Lisse.
-
Uwielbiam być okropny, stawiać na swoim i do szewskiej pasji
doprowadzać tych, którzy nie rozumieją aluzji i pałętają mi się pod
nogami - wyznałem zawiedziony nieco, że podane nastolatce danie nie było
niczym doprawione. Trochę szkoda, bo z chęcią rozpętałbym tu małą
wojnę, a tak pozostało mi tylko sprawić, żeby mojej nieproszonej
adoratorce z uszu się kopciło z zazdrości. Miałem mieć przy tym niezła
frajdę, bo Lisse wyglądała ślicznie z rumieńcem na buźce i z oczkami
błyszczącymi ciekawością i niepewnością.
Stolik stał się dla mnie w
tym momencie zdecydowanie za duży, choć dwuosobowy. Z miłą chęcią
skradłbym swojej towarzyszce buziaka. Problem był taki, że przez
dzielącą nas przestrzeń mogła zwyczajnie uciec, a tego naprawdę nie
chciałem. Musiałem się więc ograniczyć do "przypadkowego" dotykania to
jej dłoni, to znów zgrabnej łydki pod stolikiem.
- Myślałaś już
Słonko nad tym, gdzie chcesz się wybrać następnym razem? - spytałem
kiedy zabierano talerze, by podać nam w następnej kolejności deser. Tu
oboje mieliśmy się spodziewać niespodzianki.
*
Zwlekałam z
odpowiedzią, zastanawiając się nad miejscem, które naprawdę chciałabym
zobaczyć. Oczywiście średnio wierzyłam, że cokolwiek z tych planów
mogłoby wypalić. Nie wierzyłam w to, że mężczyzna może traktować mnie
poważnie. Miał po prostu pewną zachciankę, którą chciał spełnić. Tylko,
że ta zachcianka sporo mu utrudnia, bo ma nieco inne podejście do wielu
spraw. Kiedy ten stan rzeczy się utrzyma przez długi czas, odwidzi mu
się. Zrezygnuje, pójdzie w swoją stronę. Ale... Do tego czasu chyba mogę
się rozluźnić. Pozwolić sobie na więcej tych chwil, które sprawiają, że
w moim sercu ściera się ze sobą tak wiele sprzecznych ze sobą emocji.
Westchnęłam
z zachwytem, kiedy postawili przed nami desery. W wielkich pucharkach,
wyglądające tak smakowicie, że nadprodukcja śliny wydawała się nagle
czymś zupełnie normalnym, niemożliwym do powstrzymania.
- Zawsze
chciałam tego spróbować - wyznałam mojemu towarzyszowi, patrząc z
uczuciem na to, co stało przed nami. Zamrożone gorące czekolady, różne
odmiany, układane na sobie warstwowo, posypane jadalnym złotem, by nadać
im tego charakteru bogactwa. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, kiedy
Nuan zamienił nasze pucharki, oddając mi ten, który był odrobinę
większy.
Westchnęłam raz jeszcze, biorąc łyżeczkę do dłoni, czując
już na swoim języku tę smakową rozkosz, która miała zaraz nadejść.
Nabrałam odrobinę deseru i wsunęłam do ust, przymykając oczy i mrucząc
głośno, kiedy moje kubki smakowe zostały zaatakowane przez
niewyobrażalną wręcz słodką gorycz. Rozkoszowałabym się pewnie tym
deserem dalej, równie mało dyskretnie, gdybym nie zobaczyła rozbawionego
spojrzenia, które posłał mi Nuan.
- Będę zaraz zazdrosny o te lody - mruknął, a moje policzki pokryły się dorodną czerwienią.
-
Przepraszam - wyszeptałam, przysłaniając zaraz usta dłonią, by
zahamować kolejne zachwycone reakcje, których nie kontrolowałam.
Mężczyzna roześmiał się głośno, sięgając po moją rękę i odciągnął ją od
mojej twarzy, cmokając z niezadowoleniem.
- Nie przepraszaj. Powiedz mi lepiej, gdzie chciałabyś pójść.
-
Do zoo - wypaliłam od razu, spuszczając wzrok na zjedzony w połowie
deser. Kiwnęłam potwierdzająco głową, kiedy Nuan upewnił się czy dobrze
usłyszał, a ja naprawdę chciałam udać się do tak przyziemnego miejsca.
Mógłby mnie zabrać wszędzie, z czego doskonale zdawałam sobie sprawę. -
Nigdy nie byłam w zoo, naprawdę chciałabym zobaczyć znajdujące się tam
zwierzęta.
- Więc pójdziemy do zoo - uśmiechnął się do mnie
ciemnowłosy, rozwiewając tym wszystkie wątpliwości, które zrodziły się w
mojej głowie. Odwzajemniłam gest, nabierając nagle odwagi w jego
towarzystwie. Może wydawał się wredny, bywał groźny i okropny, jednak
dla mnie był miły. Przynajmniej do tej pory. Nawet jeśli miał gdzieś
moje zasady i łamał te co bardziej niewinne.
- Otwórz usta -
zamruczał Nuan, kiedy skończyłam swój deser i przyglądałam się pustemu
pucharkowi ze smutkiem. Zerknęłam na niego z zaskoczeniem, chcąc
odpowiedzieć mu mało wybredną ripostą, o tym jak niedorzeczna jest jego
prośba. Jednak uniemożliwiła mi to łyżeczka, która znalazła się w moich
ustach, a smak czekolady rozpłynął się na moim języku. Westchnęłam,
oczarowana tym, jak smaczny był ten deser, jak oczarowywał moje zmysły i
pozbawiał mnie kontroli. Czułam się obezwładniona słodyczą. Co
mężczyzna skrzętnie wykorzystał, dokarmiając mnie swoim deserem.
Poczułam
dłoń Nuana na policzku, ciepłą, pachnącą czekoladą. Przesunął kciukiem
po moich ustach, uchyliłam powieki, by zobaczyć w jakim celu. Zbierał
czekoladę, której resztki zostały na moich wargach. Przez krótką chwilę
pomyślałam, że to nie może się w żaden sposób zmarnować, by w następnej
objąć jego palec ustami, spijając z nich ostatnie resztki przysmaku.
Kiedy uświadomiłam sobie co zrobiłam, odsunęłam się nieco zbyt
gwałtownie, patrząc na niego z mieszaniną zawstydzenia i przestrachu.
- Wybacz - wymamrotałam, czując jak moja twarz zaraz stopi się od gorąca. - Nie chciałam by się zmarnowało.
*
-
Zdecydowanie nie masz za co przepraszać. - Pogładziłam znów jej
policzek, kiedy tylko usiadła na powrót tak, bym mógł jej sięgnąć. -
Bardzo mi się podoba, że zdarza ci się tracić przy mnie kontrolę. Widać
taki całkowicie straszny nie jestem. - Naprawdę mnie to cieszyło. Nie
chciałem, żeby Lisse się mnie obawiała... no dobrze, może odrobinę, ale
nie w ten czysto negatywny sposób, który tworzy jedynie ogromny dystans.
Chciałem ją poznać, sam fakt tego był niemal równie intrygujący co sama
dziewczyna. Nieczęsto zdarzało mi się, żebym faktycznie się kimś
interesował w jakikolwiek sposób niż ten czysto fizyczny, przy czym
takie "akty poznania" kończyły się po prosu po jednej spędzonej wspólnie
nocy i wypadały mi z pamięci. Teraz ciekawiło mnie nie tylko co
siedząca przede mną dziewczyna ma pod ubraniem i jak smakuje, ale także
to jaka jest... co lubi, czego poza zwiedzaniem zoo jeszcze nie robiła.
Było to dla mnie dziwne i w pewnym sensie budziło we mnie pewien
niepokój. Póki co jednak miałem coś ważniejszego, na czym mogłem skupić
myśli.
- Chyba powinnam już wracać - wyszeptała dziewczyna
odrobinę nerwowo. Widać było, że obawiała się, że jej tatuś jednak ruszy
na poszukiwania. Nie miałem ochoty na kończenie tego spotkania, ale z
drugiej strony może lepiej, żeby dziewczyna nie miała jakichś
specjalnych kłopotów. Swoją drogą nie potrafiłem zrozumieć jak niektórzy
rodzice mogli kontrolować tak swoje dzieciaki. Mnie nigdy rodzice nie
kontrolowali... nie mieli do tego okazji, bo i tak robiłem co chciałem.
Zapłaciłem
za kolację i wyszliśmy z lokalu. Chwyciłem dłoń dziewczyny i ruszyliśmy
do samochodu, by już po chwili mknąć ulicami miasta. Nigdy nie lubiłem
jeździć powoli, irytowało mnie to. Nie po to siedziałem w samochodzie
sportowym, żeby wlec się koło za kołem i podziwiać widoczki. mogłem
jednak wybrać nieco dłuższą trasę i odrobinę dłużej zatrzymać Lisse przy
sobie. Nie, żebym wiedział dlaczego tak mi na tym zależało...
Zaparkowałem pod budynkiem agencji.
- Dziękuję za miły wieczór - rzuciła moja towarzyszka uśmiechając się przy tym słodko.
-
Miło, że jednak ci się podobało - wymruczałem, zbliżając się do niej i
kiedy tylko starała się odsunąć i sięgnąć klamki, przyciągnąłem ją do
siebie i wreszcie wpiłem mocno w jej usta. Dziewczyna była zaskoczona i w
pierwszej chwili chciała się wyrwać, nie dałem jej jednak na to szansy.
Jej usta smakowały wciąż czekoladą i czymś jeszcze... czymś ciepłym i
miłym, co niezwykle przypadło mi do gustu. Z niemałym żalem odsunąłem
się wreszcie od Lisse, której oczka błyszczały intensywnie, a rumiane
policzki promieniowały ciepłem.
- Zasłużyłem chyba na odrobinkę
deseru, co? - spytałem, ale pozwoliłem jej wreszcie wysiąść. - Do
zobaczenia - krzyknąłem jeszcze za nią i ruszyłem do domu, choć nie
miałem na to większej ochoty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz